niedziela, październik 26, 2008

Wywiad w Radio Katowice - Nieśmiałość i pewność siebie

Oto nagranie z wywiadu w Radio Katowice, przygotowanego z okazji otwarcia naszej Kliniki Nieśmiałości - www.niesmialosc.com

Wersja na patrz.pl



Wersja na wrzuta.pl dostępna tutaj



Wersja na YouTube.pl (2 części)






wtorek, lipiec 15, 2008

Żyj w wielkim stylu!

Z zapisków z przedwczoraj...

Jestem właśnie w samochodzie, wracam ze szkolenia, które przeprowadziłem w Warszawie, gdzie pokazywałem uczestnikom, że jeżeli tylko chcą, mogą zarabiać tyle, ile by sobie życzyli i dojść do finansowej wolności niezależnie od tego, czy wydaje się to prawdopodobne, czy absurdalne. Uwielbiam ten moment końca szkolenia, gdy ludzie wychodzą i wiem, bo widzę, słyszę i czuję, że ich przekonałem. Że nie tylko spędzili miło kilka godzin słuchając gościa opowiadającego o tym, jak się dorobić w tak ponoć kiepskiej gospodarczo Polsce, ale też zaplanowali swoją przyszłość, i to w sposób, który być może wcześniej wydawałby się mocno przesadzony.

„Rzeczywistość jest negocjowalna” – Timothy Ferris

Cóż za genialne motto! Bo o to właśnie chodzi – by przestać się zastanawiać nad tym, co jest realne, a co nierealne, a zacząć dostosowywać rzeczywistość do siebie!

Niewątpliwie kiedyś zetknąłeś się z pojęciem pesymizmu i optymizmu. Oraz realizmu. Co ciekawe, w Polsce realizm bardzo często jest synonimem pesymizmu. Być może sam nieraz usłyszałeś: „Patrz na sprawę realnie, nie możesz do tego podchodzić tak hurra-optymistycznie”.

Ale ja patrzę na świat i życie hurra-optymistycznie i od kiedy tak właśnie robię, to zauważam, że ten hurra-optymizm ma dużo więcej wspólnego z realizmem, niż ich pesymistyczne rozważania. Oni oceniają świat na podstawie swoich porażek. Ja, zamiast ślęczeć w porażkach, koncentruję się na tym, gdzie mogę zostać zwycięzcą. A mogę nim zostać w wielu sferach życia. Ty też.

I oczywiście, wielu domorosłych „realistów” będzie próbowało przekonać Cię, jak to życie jest nudne, trudne i żmudne. „Boże, wybacz im, bo nie wiedzą co czynią…”

Nie może Ci się przytrafić nic gorszego niż nudne życie. 45 lat żmudnej pracy, wakacje raz na 2 lata, chodzenie z drugą połówką do kawiarni i raz w tygodniu piwo i chipsy. Czy to jeszcze życie, czy już zgon za życia?

Dobra wiadomość jest taka, że by wieść fantastyczne życie w wielkim stylu, wcale nie potrzebujesz od razu mieć wielkich pieniędzy. Oczywiście z czasem one przyjdą, bo duże pieniądze są efektem pracy z dużą pasją, jednocześnie nie to w tym wszystkim jest najważniejsze.

Wczoraj przyszedł do mnie mój przyjaciel. Widzę jego uśmiechniętą twarz i pytam:
- Co Cię tak cieszy? Opowiadaj! :)
Na co przyjaciel mówi:
- Czuję, jakbym zakochał się od nowa. Mimo, że jestem z moją dziewczyną już długo, mam wrażenie, jakbyśmy poznali się wczoraj. Każdy dzień jest absolutnie fantastyczny!

I cóż mogłem zrobić jako trener NLP, jak tylko zacząć wydobywać strategię tego fantastycznego samopoczucia… Zapytałem więc, jak to się stało. A ważne, byś zwrócił uwagę, że ten przyjaciel wcale nie jest bogaty, nie ma wyjątkowo dochodowej ani pasjonującej pracy, a jego życie nie stanowi pasma przeogromnych sukcesów – a jednak potrafi cieszyć się życiem! To ciekawe – zwłaszcza w dobie społeczeństwa święcie przekonanego, że radość jest przelotna, a jeśli już się pojawia, to tylko dlatego, że jesteśmy bogaci.

Przyjaciel więc zaczął opowiadać mi, jak to codziennie ze swoją dziewczyną zwiedzają inne miejsca, w których dotąd nie bywali. I tak oto, w jeden dzień pojechali nad jezioro, nad którym jeszcze nie byli, w drugi zwiedzili ZOO, w inny jeszcze wsiedli w pierwszy lepszy pociąg i pojechali przed siebie. I zrozumiałem – ktoś po prostu żyje w wielkim stylu – z dala od rutyny, od przewidywalności, od nudy i od dnia do złudzenia przypominającego ten poprzedni.

„Odważ się na coś godnego” – Joe Vitale

Szczęście jest tu i teraz, potrzebujesz się tylko na nie zdecydować. Ja zdecydowałem się na nie jakiś czas temu i – niezależnie od tego, że moje plany i marzenia wtedy wydawały się absurdalne – teraz każdego dnia tworzę kolejną scenę mojego wymarzonego filmu, który w dodatku jest rzeczywistością. Dziś, gdy patrzę w przeszłość, to nie potrafię już pojąć, jak kiedyś mogłem żyć w tak niskich standardach, z przekonaniem, że życie jest trudne, pełne bólu i cierpienia oraz harówki za grosze.

Będzie intymnie. Jak wygląda moje życie? Zarabiam tyle, ile chcę – wiem, że mogę pozwolić sobie na to, co chcę i że pracując na etacie nigdy nie byłbym w stanie osiągnąć tak wiele. Nie jestem obrzydliwie bogaty i nie używam dolarów zamiast papieru toaletowego. Nie mam też takiej potrzeby, nie potrzebuję domków letniskowych w pięciu krajach czy koszul za 2000złotych. Jeżdżę swoim wymarzonym samochodem i każda sekunda spędzona za jego kierownicą jest chwilą absolutnej ekstazy – bowiem cieszenie się chwilą jest umiejętnością, którą ćwiczę od dawna. Siedzę w samochodzie, gdzie z Wojtkiem i Olkiem robimy jaja, gadamy kompletne bzdury, a w wolnych chwilach planujemy rozwój Infinite Mind. Jutro z kolei poprowadzę szkolenie z zarządzania czasem, na którym znów pomogę kilkudziesięciu osobom zmienić jakość swojego życia i znaleźć więcej czasu na rzeczy naprawdę ważne. A prosto ze szkolenia wybieram się na długi spacer z kobietą mojego życia. Zaśniemy i obudzimy się przytuleni i uśmiechnięci. Podróżuję często, coraz częściej i poznaję świat, którego wcześniej nie znałem – w innych kulturach, w innych ludziach, w innych spojrzeniach i perspektywach. Uczę się kilku języków obcych naraz, bo umiem i wiem jak. A gdy ktoś przychodzi do mnie po indywidualną pomoc, daję z siebie wszystko i efekty często przerastają nawet moje oczekiwania. Gdy jadę samochodem, gadam sam do siebie albo śpiewam sam do siebie, bo … lubię. Gdy mam ochotę dać kelnerowi czy kelnerce duży napiwek, to daję i widzę, że wszyscy czujemy się wtedy lepiej. Pomagam ludziom rozwijać skrzydła. Często bywam w kinie i w teatrze, a moje plany i pomysły wykraczają daleko poza najbliższy rok. I – choć niegdyś takie absurdalne – teraz są po prostu w pełni realistyczne. Bo już mamy nowy realizm.

Każdego dnia żyję swoimi marzeniami i patrzę na to wszystko, co jest wokół mnie i wiem już, że to nie były tylko optymistyczne gadki o osiąganiu sukcesu. To już JEST sukces i szczęście. Już to mam. I będzie więcej. A skoro ja mogę, to każdy inny również. Bo każdemu się należy.

Zastanów się teraz, czego jeszcze nie zrobiłeś mimo, że bardzo tego chciałeś? Jakie marzenie odłożyłeś na nieokreślone „później”? Co byś teraz zrobił, gdybyś nie miał żadnych wymówek? Jakby wyglądało Twoje życie, gdyby wszystko było możliwe? A co, jeśli tak właśnie jest?

A gdy znajdziesz odpowiedź, to zacznij działać od razu. Nie jutro, nie za trzy miesiące, nie za 5 lat, nie po urodzinach ciotki – TERAZ! Jak myślisz, która chwila jest najbardziej odpowiednia na Twoje marzenia? Żadna inna, jak właśnie ta – tutaj i teraz!

Zastanawia mnie, w jaki sposób ludzie mogą tracić czas, spędzając kilka godzin dziennie w pracy i żyjąc w starym utartym schemacie. Praca, praca, praca, raz na rok wakacje, później praca, praca, praca. A gdzie miejsce na szczęście? Przeraża mnie, jak wiele osób jest w stanie okłamać się, że więcej pracy w ich życiu wyjdzie na korzyść ich rodzinom. Dziwi mnie, jak wiele osób potrafi sobie wmówić, że korek uliczny czy wylanie z pracy to straszny problem. Ale skoro jest tylu ludzi, którzy nie jedzą mięsa w piątek, bo w piątek je się ryby, to już wiem, że człowiek, gdy nie myśli nad swoim życiem, jest w stanie uwierzyć w każdą bzdurę – nawet w to, że ryby to nie mięso… Lub w to, że wszyscy biednieją z roku na rok, mimo tego, że prawdopodobnie Twoja sytuacja dzisiaj jest dużo lepsza niż 10 lat temu, i mimo że korki uliczne są coraz większe, a coraz więcej osób cierpi na otyłość. To zapewne z biedy…

Siedząc ostatnio w kinie i oglądając film „Kung Fu Panda” rozglądałem się po sali i widziałem samych dorosłych ludzi. Wszyscy świetnie się bawili, mimo że film jakby nie było – był bajką. I zrozumiałem, że ci wszyscy ludzie mają po prostu przebłysk szczęścia i prawdziwego życia. Niestety zapewne większość z nich wróci później do rutyny swojego życia, gdzie świetna i niepohamowana niczym zabawa jest tylko wyjątkiem od reguły. Ja nie. Prosto z kina zabrałem swoją narzeczoną na lotnisko, gdzie przez 1,5 godziny oglądaliśmy startujące nocą samoloty. Tak wygląda każdy mój dzień. Dziennie coś innego, dziennie coś wspaniałego.

Kiedy ostatnio zdjąłeś buty, żeby wskoczyć do fontanny miejskiej? Kiedy ostatnio bawiłeś się resorówkami będąc dorosłym facetem lub lalkami będąc dorosłą kobietą? Kiedy potrafiłeś ostatnio wyłączyć swoją powagę i dojrzałość i być… sobą? Kiedy ostatnio wsiadłeś z bliskimi do samochodu i wylosowaliście miejsce, w które zaraz później wyruszyliście? Kiedy szukałeś pieniędzy zamiast pracy? Kiedy zerwałeś z chronionego ogrodu kwiat dla swojej dziewczyny lub swojego faceta? (niezależnie od tego, ile masz lat!). Kiedy ostatnio pojechałeś na lotnisko, żeby obejrzeć startujące samoloty? Kiedy powiedziałeś Twoim rodzicom, braciom lub dzieciom, że są fajni tylko dlatego, że są? Kiedy ostatnio spędziłeś całą noc uprawiając fantastyczny seks? Kiedy ostatnio oglądałeś kreskówkę? Kiedy wyszedłeś na nocny spacer lub przejażdżkę, żeby obejrzeć i poczuć deszcz? Kiedy ostatnio dałeś ponieść się muzyce? Kiedy ostatnio zdarzyło Ci się płakać na filmie? GDZIE DO CHOLERY JEST TWOJE ŻYCIE?

Jeśli czekasz na właściwy moment, to zrozum, że takiego nie ma. Jedynym momentem na życie jest teraz. Przyszłości nie ma, przeszłość już minęła. Zauważ, że … jesteś… Takie trywialne, a takie odkrywcze…

Ja tworzę swoje życie zgodnie z zasadą „wszystko albo nic”. Albo będę mieć dokładnie to, o czym marzę, w każdej dziedzinie życia, albo nie będę mieć niczego. I jakoś tak dziwnie się dzieje, że od kiedy przyjąłem to podejście, to już zawsze otrzymywałem… wszystko!

Ty też! Tylko zacznij spełniać swoje marzenia! TEEEERRRAAAAAZZZ! I żyj w wielkim stylu! Rzeczywistość jest negocjowalna, więc wynegocjuj najlepsze dla siebie warunki!

wtorek, kwiecień 15, 2008

Jak przemóc się do działania, czyli rzecz o wymówkach

Wstajesz sobie rano i myślisz: „Pora coś zmienić w moim życiu, pora zrobić tak, by wreszcie wyglądało ono dokładnie tak, jak chcę!”. I wpadasz na pomysł, który – w zależności od tego, czego akurat potrzebujesz i co Ci chodzi po głowie – może być różny – otwarcie własnej firmy, poznanie kobiety/mężczyzny swojego życia, spotkanie z przyjaciółmi, z którymi dawno się nie widziałeś – Ty sam wiesz najlepiej. I wszystko jest dobrze do momentu, kiedy przychodzi Ci zacząć działać. Wtedy nagle pojawia się w głowie głos, który mówi: „Hmm, ale przecież, żeby założyć firmę, trzeba mieć dużo pieniędzy”, „Żeby poznać drugą połówkę, trzeba być bardzo atrakcyjny”, „Moi przyjaciele na pewno będą zajęci, albo ja nie dam rady zorganizować spotkania” itp. Itd. Każdy z nas to zna. Oto dlaczego.

Jakiś czas temu znakomita psycholożka (ach, cóż za słowo!), Virginia Satir, odkryła, że jednym z najbardziej podstawowych i wszędobylskich lęków ludzkości jest lęk przed nieznanym. Oznacza to, że ilekroć ktoś robi coś, co wychodzi poza jego dotychczasowe schematy myślowe, ma jakąś obawę, która może być bardzo mała albo bardzo wielka. A zatem ktoś, kto zarabia 1500 złotych miesięcznie na jakimś poziomie obawia się zarabiać 6 tysięcy złotych miesięcznie. Ktoś, kto dotąd tworzył średniej jakości związki, oparte głównie na fizyczności, a teraz chciałby stworzyć wymarzony związek z osobą, o jakiej śnił od lat, będzie się tego obawiał, bo to wychodzi poza jego schemat. Wynika z tego, że ludzie boją się nie tylko tego, co złe, ale też tego, co dobre. Dokładnie tak! Bo tak naprawdę boją się tego, co nieznane.

Nasza psychika została tak stworzona, że broni nas przed niebezpieczeństwami na znane sobie sposoby. Tak więc, gdy robimy coś nieznanego, nasza psychika włącza w naszej głowie głos, który mówi: „Hola, hola! Czy to na pewno jest dobry pomysł?”. I tak powstaje „excuse”, czyli z angielskiego: wymówka! Wielu, ba!, zdecydowana większość ludzi, zazwyczaj ulega excuse’om i nigdy nie udaje im się zmienić swojego życia i dotrzeć do szczęścia. Nie zauważają, że mały (a może czasem i duży) lęk przed czymś, co jest zupełnie nowe, jest absolutnie naturalny, podczas gdy jednocześnie bez umiejętności odstawienia go na bok i działania wbrew ostrzeżeniom naszego umysłu, nigdy nie osiągniemy szczęścia. Wszystko, co osiągnąłeś w życiu do tej pory wynika z tego, że pokonałeś excuse’y. Przypomnij sobie te wszystkie chwile, kiedy zacząłeś dopiero planować to, co dzisiaj jest dla Ciebie codziennością – być może to był określony zarobek, praca, związek, pójście gdzieś na studia lub do jakiejś szkoły, może kupno lub wynajem mieszkania albo nauka obcego języka – coś, co było dla Ciebie abstrakcją, a dzisiaj jest Twoją nową, i to całkiem naturalną rzeczywistością. Pomyśl o tym, czy na pewno przystępowałeś do tych działań bez żadnej obawy, bez minimalnej nawet wątpliwości, z absolutną pewnością typu: „O tak, to jest na milion dwieście procent to, co mi się przyda i nie ma żadnej innej możliwości”. Zapewne w większości, albo chociaż w części Twoich dokonań możesz zauważyć wcześniejsze wątpliwości, które gdzieś tam były i chciały zachęcić Cię do rezygnacji z osiągania nowych zasobów, ale Ty je zignorowałeś i dzięki temu jesteś dzisiaj tu, gdzie jesteś.

W zależności od tego, jak silny jesteś w rozmowie ze swoimi excuse’ami, tak wiele osiągniesz w życiu. Wokół pewnie możesz zauważyć mnóstwo ludzi, którzy podporządkowali excuse’om swoje życie - weźmy przykładowo człowieka, który od 10 lat jest bezdomnym. Widzisz, o ile mogę się zgodzić (z dużą rezerwą wprawdzie), że ktoś stał się bezdomny ze względu na bardzo niefortunny bieg wydarzeń, o tyle nie ma mowy, bym przystał na propozycję, że ten człowiek bezdomnym pozostaje przez wiele lat dlatego, że świat mu nie daje możliwości. Być może wiesz, że Henryk Gołębiewski, odtwórca głównej roli w filmie „Edi”, żył w skrajnej biedzie do momentu, kiedy nie zagrał w w/w filmie. Podobnie zresztą jak kilku innych aktorów, obecnych w „Edim”. Być może słyszałeś o innej grupie bezdomnych, którzy sami udali się do jednego z reżyserów i nakręcili biograficzny film, dzięki czemu wyszli z dołka. Widzisz, jeden bezdomny pójdzie do ośrodka, który mu pomoże, a drugi będzie spał na dworcu – to wybór. Żony alkoholików z kolei często nie potrafią po prostu odejść i zacząć żyć normalnym życiem, bo również mają excuse’y w głowie, które mówią im: „Bez niego życie nie ma sensu” albo po prostu „On się zmieni”. A przecież ona wie, że on się nie zmieni. Gdzieś tam w swoim wnętrzu ona czuje, że jej życie odzyska blask dopiero, gdy posłucha innego głosu, tego, który mówi: „A dlaczego by nie spróbować inaczej i sprawdzić, jak fajnie może być wtedy?”. Niejeden, który chciałby założyć własną firmę, znajduje milion excuse’ów, dlaczego to jest ryzykowne i niebezpieczne i rezygnuje, rezygnując przy okazji z szansy na godne, duże zarobki.

Panie i Panowie, od tego, czy słuchamy excuse’ów czy też odkładamy je na bok, zależy nasze życie! To jest gra warta świeczki! Od lat prowadząc szkolenia z rozwoju osobistego, spotykam się z ludźmi, którzy dzwonią do mnie i mówią: „Cześć, możesz mi pomóc znaleźć nocleg w Katowicach, bo wiesz, dojeżdżam ze Szczecina i nie chcę wracać nocnym pociągiem”. Są też tacy, którzy dzwonią i mówią: „Witam, chciałbym zapytać, kiedy te szkolenie, które jest w sobotę w Katowicach, odbędzie się w Warszawie, bo to przecież za duży dystans, żeby dojeżdżać”. Ha! I ja wiem, że ten, który dojeżdża przez cały kraj jest właśnie człowiekiem sukcesu – kimś, kto chce, a gdy chce, to wie, że może. Ten drugi to ktoś, kto chciałby w życiu wiele, ale tylko pod warunkiem, że będzie mu bardzo łatwo to zdobyć. A nie wszystko w życiu zdobywa się łatwo. Każdy, kto zarobił w życiu kupę kasy, każdy, kto stworzył idealny związek, każdy, kto dobrze wychował dzieci, wie, że nie odbyło się to na zasadzie: „Hop, siup i już!”. Zapewne tam nieraz była konieczność mądrego planowania, nieraz było mnóstwo wysiłku, nieraz była nieprzespana noc – ale efekt w postaci satysfakcji i poczucia spełnienia przebijał wszystko. To coś, co kojarzy mi się z rodzącą kobietą – w chwili rodzenia dałaby wszystko, aby to się jak najszybciej skończyło i – gdybyś jej zapytał – to powiedziałaby, że życie jest ciężkie i okrutne, ale gdy już urodzi, to efekt, jaki ma, przebija wszystko – jest tak fantastyczny, że ból rodzenia odchodzi w niepamięć i staje się tylko wspomnieniem, i to takim, które pomogło zbudować życiowe szczęście.

Teraz dobra wiadomość dla Ciebie – gdy staniesz się silniejszy od swoich excuse’ów, jakość Twojego życia już z samego tego powodu, stanie się niepomiernie większa niż teraz. Tak po prostu zaczniesz osiągać w życiu więcej, zaczniesz czuć dobre rzeczy bardziej, doceniać silniej i cieszyć się częściej. Pojawia się oczywiście pytanie: jak to zrobić? Bardzo prosto – na początek potrzebujesz zrozumieć, że nie prowadzisz walki z excuse’ami, bo przecież excuse’y stworzył Twój własny umysł, żeby Cię chronić – chyba nie chcesz walczyć z własnym umysłem? Wprawdzie walka z samym sobą była wysławiana przez wielu myślicieli średniowiecznych, ale my stawiamy jednak na integrację i budowanie Twoje własnej całości. Sprawdź więc, proszę, prostą rzecz – pomyśl o czymś, co już od jakiegoś czasu planujesz zrobić, ale jeszcze nie miałeś ku temu odwagi. Dobrze skoncentruj się na tym, co chcesz osiągnąć i wsłuchaj się w swoje myśli, zwłaszcza te, które Cię ostrzegają – bo to one miały dotąd główny udział w tym, że jeszcze z tym nie ruszyłeś. Powiedz teraz sobie w głowie: „Dziękuję mojej psychice, bo zdaję sobie sprawę, że robi to, by mnie chronić przed porażkami, niebezpieczeństwami i bólem. Jednocześnie bez tego wyzwania zatrzymałbym/zatrzymałabym się w miejscu i nie zdołałbym/zdołałabym osiągnąć tego, o czym marzę. Dlatego obiecuję swojej psychice, swojemu organizmowi, że zabezpieczę się odpowiednio na wypadek porażki, dzięki czemu mogę swobodnie przystąpić do działania, jednocześnie będąc bezpieczny/bezpieczna”. Sprawdź, co się teraz zmieni w Twoim odczuwaniu. Prawdopodobnie już teraz poczułeś trochę więcej wewnętrznej spójności i jedności oraz, zupełnie przy okazji, większe poczucie bezpieczeństwa.

Kolejną rzeczą, którą warto, byś zrozumiał, abyś mógł tworzyć swoje własne idealne jedyne wyjątkowe życie, jest fakt, że często ludzie wchodzą w tzw. dylemat „właściwe – niewłaściwe”. O co chodzi? O to, że czasem oczekujemy, że będziemy pewni, że coś jest dobre lub złe, mądre lub głupie, sensowne lub bezsensowne, jeszcze zanim podejmiemy działanie. To tak jakbyś mógł powiedzieć, jak smakuje carpaccio z łososia jeszcze zanim je kiedykolwiek skosztujesz! Wielu z nas nie zje, bo już się domyślają, że będzie smakowało źle – cóż za absurd! Wiele osób z problemami nie pójdzie do psychologa, bo oni już wiedzą, że to nie pomoże… Wielu facetów nie podejdzie do wspaniałej dziewczyny na ulicy, bo oni już wiedzą, że ona nie będzie nimi zainteresowana… Och, zdziwiłbyś się, ileż jest tam na zewnątrz takich absurdów. Może już widzisz, ile rzeczy w Twoim życiu zrobiłeś/nie zrobiłeś przez to, że wydawało Ci się, że będzie źle lub dobrze. I pewnie wiele razy było inaczej niż przypuszczałeś. Pewnie nieraz udało Ci się coś, przy czym absolutnie nie spodziewałeś się sukcesu. Ale się pojawił. Długo można by wyliczać. W chwili, gdy zrozumiesz, że oczekiwanie na absolutną pewność, czy to, co wylęga się w Twojej wyjątkowej głowie, jest mądre czy głupie, jest zupełnie absurdalne, bo tak naprawdę nie możemy być pewni niczego, czego nie sprawdzimy sami, zrozumiesz też, że przed Tobą cały nieznany świat, który czeka, abyś go odkrył. Do momentu, kiedy sam nie stwierdzisz, czy firma, którą chcesz założyć jest sensowna lub bezsensowna, nie możesz mieć na ten temat zdania, a jedynie domysły, które niejednokrotnie mogą być mylne. I pewnie nieraz takie były. Pora, byś zrozumiał, że tak naprawdę nigdy nie możesz do końca być pewny, czy coś się uda, czy nie uda, dopóki nie sprawdzisz i nie zaczniesz działać. I dobra wiadomość jest taka, że okaże się, że w życiu wychodzi dużo więcej, niż w domysłach.

Patrząc na tych wszystkich ludzi, którym się w życiu nie udaje, tak naprawdę wcale nie widzę ludzi, którym się nie udaje W ŻYCIU. Im wszystkim nie udaje się w ich własnych głowach, gdzie tak naprawdę jedynym ich problemem jest ich własne myślenie, ich przekonania na temat swój czy świata, ich podejście do porażek, ich „umiejętność” przewidywania porażek i czarnych scenariuszy, które są jeszcze przez nich nazywane „realizmem”. Ale wiesz co? Dla mnie głupi jest realizm, który nie opiera się na realiach, tylko na domysłach. Dlatego mój realizm jest jednocześnie optymizmem, ponieważ zawsze sprawdzam rzeczy w życiu i wiem, że excuse’y to sposób na chronienie mnie, który jednocześnie czasem przeszkadza, a zatem odkładając je na bok osiągam coraz to nowe wyżyny w swoim życiu i w swoim szczęściu. A skoro ja mogę, to Ty, i każda inna osoba na świecie, też. Wystarczy, że sprawdzisz i zobaczysz, że excuse’y a realność to zupełnie inna bajka. Zobaczysz, że realność może być dużo bardziej fantastyczna, niż się kiedykolwiek spodziewałeś. I będzie.

środa, styczeń 23, 2008

Wybór dla większości nieznany

Jakiś czas temu, na szkoleniu Freda Donaldsona, twórcy rewelacyjnej metody Original Play, miałem okazję po raz kolejny wyjść z boxa, z pudełka przekonań i światopoglądu, w jakim aktualnie się znajdowałem. To było bowiem coś niezwykłego.

Otóż życie i praca Freda to... zabawa. Fred bawi się z dziećmi, dorosłymi, zwierzętami domowymi oraz drapieżnymi na całym świecie.

Na początkowym etapie szkolenia zastanawiałem się - jak można tak po prostu bawić się z lwem? Albo wejść do amerykańskiego zakładu karnego, będąc jedynym białym człowiekiem w pobliżu i bawić się jak dziecko z szefami gangów, mającymi "na koncie" zabójstwa, gwałty i rozboje. I zrozumiałem.

Weźmy poniższy przykład: jest sobie Hilda. Hilda wraca do domu ciemną uliczką. Nagle zza rogu wyskakuje Zły Engelbert i chce zrobić Hildzie kuku. W tym momencie Hilda pozornie ma 2 wyjścia:
1/ uciekać, gdzie pieprz rośnie
2/ zostać i tłuc Engelberta obcasem po oczach

Jednak jest też wyjście trzecie, przejawiane przez ogrom ludzi (kłania się np. depresja czy tzw. wyuczona bezradność):
3/ poddać się i zrezygnować - wtedy Hilda rzekłaby: "niefart, tak wyszło, bierz Engelbercie co chcesz i zostaw mnie w spokoju".

Zdecydowana większość osób wybiera jedno z powyższych. Nie wiedzą, że jest coś jeszcze.

Pomyśl o tych wszystkich dużych gościach z zanikiem karku i bicepsem większym od Twojej głowy - to ci, którzy wybierają opcję nr 2. Pomyśl o tych wszystkich, którzy w swej nieśmiałości odpuszczają wszelkie wyzwania i jeśli już mają okazję, to - zamiast się postarać - marnują ją - to ci, którzy wybierają opcję nr 1. Pomyśl o ludziach, którzy zakładają, że "co ma być, to będzie" i żyją zgodnie z tym, co im życie przyniesie - opcja nr 3.

Nie wiedzą, że każda z powyższych opcji wynika ze strachu. Nieśmiali uciekają od miejsc, gdzie pełno jest atrakcyjnych osób płci przeciwnej, bo się boją. Sterydziarze zaczepiają ludzi i tłuką się między sobą, bo się boją. Odrzucenia, tego, że nikt nie będzie ich szanował, tego, że nie spodobają się pięknym dziewczynom, jeśli nie zaprezentują swojej męskości i agresywności (bo dla nich jedno i drugie wydaje się być tym samym). Ludzie w depresji pozostają w swoim stanie, bo się boją. Nowych wyzwań, wielkiego świata, odpowiedzialności.

Cóż więc może być alternatywą dla strachu?
Odpowiedź jest prosta i wielka jednocześnie: MIŁOŚĆ!

Wydaje się to banałem, bo nikt nas nie nauczył reagowania miłością.
Mówili, że jak napadną, to trzeba uciekać. Jak okradają mieszkanie, to trzeba bić. Jak pojawia się zbyt wielu wrogów, to trzeba sobie odpuścić.

Być może słyszałeś, że kobiety padające ofiarą ataku ekshibicjonisty, które zamiast się przestraszyć, uśmiechają się - powodują, że ekshibicjonista ucieka i już nigdy tego nie robi. Być może wiesz, że w przypadkach, gdy kobieta, która ma paść ofiarą gwałtu lub pobicia, zaczyna reagować inaczej niż krzykiem, ucieczką, paniką, a raczej czymś w rodzaju dobroduszności, wówczas oprawca nie jest fizycznie w stanie dokonać czynu. Być może znasz historie, gdy osoba ciężko chora, która godzi się ze skłóconą rodziną, nagle zdrowieje. Być może sam doświadczyłeś tego, jak wiele potrafi miłość?

Co by było, gdyby przyjąć podejście, w którym nie potrzebujemy nikogo atakować ("wróciłaś późno do domu - na pewno mnie zdradzasz" - czyż atak nie jest objawem strachu?), przed nikim uciekać ani się poddawać. Co by było, gdyby przyjąć podejście, że na cały świat reagujesz miłością?

Reagowanie miłością to umiejętność. Umiejętność, którą możesz posiąść, jak każdą inną. Prawo przyciągania mówi, że miłością przyciągasz miłość. To działa. Daj kelnerce duży napiwek z autentyczną radością tego, że możesz to zrobić. I zdziw się, że nagle w zupełnie niespodziewany sposób zarobisz wielokrotność tego, co dałeś. Ja już skończyłem etap wiary w to, że to działa - teraz po prostu to wiem.

Fred opowiadał nam o kobiecie z Kambodży, która budzi się w środku nocy w swoim domu i widzi 2 zamaskowanych mężczyzn, celujących w nią z karabinu. Włamania w Kambodży zazwyczaj kończą się nie tylko kradzieżą, ale i morderstwem. Kobieta (adeptka Original Play zresztą) wstaje z łóżka, podchodzi do mężczyzn, wkłada palce w lufy ich karabinów i mówi: "Nie chcecie tutaj być", po czym odprowadza ich do drzwi, a oni... wychodzą.

Rzekłbyś: "absurdalne". Ale się zdarzyło. Jak wiele innych przypadków, w których miłość okazuje się najsilniejsza. Jak być może wiesz, jeśli wychodzisz naprzeciw niedźwiedzia, nie zostaniesz zaatakowany, jeśli nie zaczniesz uciekać. Być może żeby ktoś był napastnikiem, ktoś musi przyjąć rolę ofiary. Gdy rezygnujesz raz na zawsze z roli ofiary, to nie może istnieć już napastnik. Nagle wszystko się zmienia.

I jesteś chodzącą miłością. A świat Ci się odwdzięczy...

sobota, październik 27, 2007

Seks i poczucie winy

Cóż za dziwna opcja,
przychodzą do mnie czasem ludzie i mówią: "Maciek, pomóż". Pytam, o co chodzi, bo chętnie pomogę. A oni na to, tak jak jeden gość, z którym byłem kiedyś na szkoleniu w Warszawie: "Mam straszne poczucie winy podczas seksu i po seksie z dziewczyną". I Igor, mój kolega, zapytał wtedy egzystencjalnie "Ze swoją?" :) "Oczywiście, że ze swoją, przecież nie przychodziłbym tu po to, byście mi usunęli poczucie winy przy zdradzie:) ". I miałem wtedy dla niego dobry sposób, tak jak mam teraz dla Ciebie.

Zastanawiające jest, że tak wielu ludzi czuje, że robi coś złego, kiedy robi coś fantastycznego. Gość uprawia seks ze swoją dziewczyną, nikogo nie zdradza, nikogo nie krzywdzi, zbliża i umacnia związek, daje jej szczęście, radość i morze przyjemności i... czuje się z tym fatalnie. Skąd to się bierze? Odpowiedź jest prosta: z wychowania, z kultury, z religii.

Kiedy ktoś wymyśla opcję, by od małego wpajać dziecku, że seks jest "beee", że jest to coś świńskiego, że trzeba to obsesyjnie ukrywać i absolutnie nie wolno o tym rozmawiać, kiedy tworzy się społeczne tabu na zasadzie: "Niech wszyscy wszędzie mówią o kochaniu, za to nikt niech nigdy nie mówi o kochaniu się..."

Przeohydna paranoja, bo wtedy z jednej strony wychowują ludzi tak, że jednym z ich głównych motorów życia jest poszukiwanie kogoś, kogo mogą pokochać, a jednocześnie dają im podświadomy zakaz robienia z nim czegoś, co jest w związku absolutnie normalne, zdrowe i stanowi jego integralny i bardzo ważny element. I ileż to wywołuje w niektórych frustracji - pewnie tyle samo, ile pomysł społeczny na wmawianie kobietom, że jeżeli pójdą z kimś do łóżka, mimo, że nie są razem jeszcze od pół roku, to są łatwe, a facetom, że jeżeli zrobią to samo - to są rewelacyjni i zasługują na respekt. Jestem wdzięczny społeczeństwu za jego mądrość, ale w tej kwestii już podziękuję za dalsze rady...

Chyba, że naprawdę uważasz, że seks bez ślubu jest zły i czujesz to w głębi serca. Jeśli takie są Twoje przekonania, to wiedz, że w pełni to szanuję, w zamian szanuj przekonania tych, którzy twierdzą inaczej.

Opcja jest teraz następująca: ktoś czuje się winny, gdy się kocha, a chce czuć tą wspaniałą wolność, intymność, uniesienie i bliskość z drugą osobą. Daję Ci przepis. Metoda ta w Neurolingwistycznym Programowaniu nazywa się przekotwiczeniem, a w psychologii przewarunkowaniem. Whatever.

O co chodzi? Następnym razem podczas seksu i po seksie, i za każdym razem, aż osoba będzie pewna, że już jest doskonale, robi następującą rzecz: myśli sobie wspaniałym, wyluzowanym, zrelaksowanym głosem wewnętrznym (czyli głosem swoich myśli), że uprawia właśnie seks i jest on tak absolutnie wspaniały, i czuje się w tym wszystkim tak absolutnie szczęśliwa, i kocha tą intymność i kocha to wszystko, co robi teraz z drugą osobą, kocha być w niej/gdy on jest w niej (w zależności od płci i upodobań) i to wszystko, co robi, jest jak najbardziej dobre i uczciwe wobec niej, drugiej osoby i całego świata.

Powyższą metodę możesz rozbudowywać w zależności od tego, co Ci tylko przyjdzie na myśl - możesz np. dodać, że Bóg się cieszy z tego, co się właśnie dzieje, że świat jest przez to lepszy i szczęśliwszy itp. Wierz mi, że zdziwisz się tym, jak świetne będą efekty.Metoda jest bardzo prosta, a działa bardzo dobrze. Korzystaj.

niedziela, wrzesień 30, 2007

Ile warty jest Twój czas?

Ludzie nie szanują swojego cennego czasu. Poniżej przedstawiam Ci bardzo proste ćwiczenie, które pomoże Ci inaczej spojrzeć na wartość Twojego czasu. Wiedzę tą zaczerpnąłem od Dave'a Lakhani - jednego z największych guru w temacie perswazji - polecam Ci tego gościa - to specjalista najwyższej klasy.

Weź kartkę papieru i długopis lub telefon komórkowy czy też kalkulator. Wpisz, ile chcesz zarobić w przyszłym roku. Jeśli wpiszesz mniej niż 50 tysięcy złotych, to pomyśl nad swoimi standardami, bo być może warto je podnieść.

Teraz sumę tą podziel przez 2080 - tyle przeciętnie godzin przepracowujemy w ciągu całego roku. Tak oto otrzymujesz wartość jednej godziny Twojej pracy. Możesz teraz podzielić sobie tą wartość przez 6 i otrzymasz wartość Twoich 10 minut.

Przykładowo dla 100 tysięcy złotych godzina ma wartość 48,07 złotych, a 10 minut - 8,01zł. Pooglądaj więc przez godzinę telewizję i zauważ, że w ten sposób tracisz 48 złotych! Spotkaj się na 3 godziny z kimś, kto w żadnej mierze nie jest Ci przydatny (np. mocno niepewny klient) i tracisz prawie 150 złotych! Spójrz na to w ten sposób - to całkiem nowa opcja.

Korzystaj z tego obliczenia za każdym razem, gdy będziesz miał wykonywać jakąś wątpliwej jakości czynność - zapytaj wówczas siebie, czy to, co robisz, jest warte tej sumy. I wybierz.

środa, wrzesień 12, 2007

Pracuj efektywnie!

Zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest, że jeden pracuje 8 godzin i tworzy 5 dużych firm o olbrzymich obrotach, drugi pracuje 8 godzin i ma 1 firemkę o średnim przychodzie, trzeci pracuje te 8 godzin na etacie i rzadko kiedy doczekuje się tego, co nazywamy godnym życiem, czwarty zaś te 8 godzin spędza na oglądaniu telewizji i graniu na komputerze?

Różnicę w tym wypadku stanowi sposób wykorzystywania czasu. Od lat tworzę strategię, by działać skuteczniej. Za chwilę dostaniesz to, co dostali m.in. moi słuchacze podczas konferencji Myśleć Jak Milionerzy w Opolu - mądre strategie na to, by przestać raz na zawsze tracić czas! Ktoś powiedział - czas to pieniądz. Weź to sobie do serca, bo im szybciej dojdziesz do wolności finansowej, dzięki której nie będziesz musiał pracować, tym szybciej w efekcie otrzymasz mnóstwo wolnego czasu.

Zaczynamy - poniżej część pierwsza listy pytań, które zadaje sobie każdego dnia, aby zwiększały moją efektywność w biznesie, e-biznesie, prowadzeniu szkoleń i prowadzeniu całego życia. Możesz to wykorzystać nie tylko w biznesie, ale też w nauce do egzaminów, w organizowaniu spotkań towarzyskich i gdzie tylko zechcesz. Znajdź swoje konteksty.

1/ Co się stanie, jeśli nie obejrzę tego filmu do końca?

Czasem trafiamy na jakiś fajny film, gdy przeglądamy kanały. Pewne prawo psychologiczne (zwane efektem Zeigernik, ale mniejsza o to) powoduje, że nie lubimy nie dokańczać rzeczy - być może nieraz miałeś taką opcję, że oglądałeś film do samego końca, "no bo jak już zacząłeś...", mimo że był kiepski jak przemycany z Hannoveru alkohol etylowy. Ale gdy zadasz sobie to pytanie, to zrozumiesz, że wyłączenie TV jest dla Ciebie dobre - i w ten sposób załatwisz sprawę efektu Zeigernik.

TV czy granie na komputerze to strata czasu. Kontroluj to. Nie tępię tv czy gier - sam za młodu (phi, przecież zawsze jestem młody!) spędziłem tysiące godzin przy takich genialnych grach jak Boulder Dash, Civilization, później Final Fantasy VII i Wormsy:) Pytanie brzmi: czy to doprowadzi mnie do wolności finansowej? Odpowiedź brzmi: Najpierw dojdź do wolności finansowej, a później masz już mnóstwo czasu na granie lub też ustal sobie, ile czasu dziennie poświęcasz na pracę i dopiero po tym czasie przejdź do innych rzeczy.

Dla mnie to działa. Na moim TV wisi ogromna kartka z czerwonymi napisami po hiszpańsku: "Cena oglądania telewizji jest zbyt wysoka". Oblicz, ile czasu w ten sposób zyskasz dla swojej pracy, rodziny, dziewczyny - whatever. Policz, ile to będzie w skali miesiąca... roku? Zaoszczędź ten cenny czas.

2/ Czy potrzebuję teraz słuchać muzyki?

Muzyka potrafi rozpraszać. Zwłaszcza jeśli nie słuchasz radia, tylko muzyki z mp3 bez playlisty, przez co jesteś wtedy zmuszony do szukania kolejnej piosenki, gdy poprzednia się skończy. Trwa to kilkanaście sekund, ale jak to pomnożysz przez ilość mp3, które przesłuchasz w dzień, a później przez 30 dni miesiąca - hmm, wygląda mi to na dużą stratę czasu.

Jeśli słuchasz radia, to dochodzą do tego reklamy, które potrafią oderwać Cię na kilkanaście sekund oraz fajne utworki, które wprowadzają Cię w melancholię i znów czas leci... Warto więc postawić na efektywność i zdecydować, co jest dla Ciebie najskuteczniejsze. Być może ktoś przy muzyce pracuje szybciej i sprawniej. Ja też, ale tylko w jednej sytuacji - gdy wstaję o 6 rano i nie jestem od razu w "trybie gotowości do pracy" - puszczam dynamiczną muzykę, która nakręca mnie na najbliższe godziny pełne EFEKTYWNEJ pracy.

Sprawdź, co działa dla Ciebie.

3/ Czy ktoś może to zrobić za mnie?

Oto bardzo mądre pytanie. Jeśli pracujesz z kimś lub masz mnóstwo obowiązków, zastanów się, które z nich możesz komuś zlecić. Czasem możesz poprosić kogoś o przysługę, w zamian za jakiś czas robiąc coś za niego, innym razem możesz po prostu coś zostawić dla innych - nie musisz robić wszystkiego sam. Bo i tak byś nie dał rady. Z ludźmi możesz więcej. Korzystaj więc.

4/ Czy to, co robię, jest najważniejszą rzeczą na teraz?

Nieraz, gdy wypisuję sobie listę rzeczy do wykonania, brałem pierwszą rzecz z brzegu lub najłatwiejszą z całej listy i robiłem. Nie zauważałem, że były tam rzeczy ważniejsze i mniej ważne. Załóżmy, że masz na liście napisanie artykułu dla dużego portalu oraz wykonanie 5 przelewów do kumpli. Zrobienie przelewów jest prostsze. Ale równie dobrze możesz je zrobić wieczorem, by wcześniej mieć czas na pisanie artykułu. Im szybciej bowiem duży portal doda go na stronę, tym szybciej ludzie zaczną odwiedzać Twój serwis.

Priorytety. Ustalaj je tak, by działać skuteczniej.

5/ Czy ta czynność ma jakikolwiek sens?

Zadałem sobie to pytanie, gdy kiedyś - ucząc się jednego z obcych języków, wycinałem karteczki z bloku technicznego, następnie po jednej stronie rysowałem polską flagę, na drugiej flagę kraju, którego języka się uczyłem, a następnie wpisywałem po jednej stronie słówko po polsku, a po drugiej po obcemu:)

I znalazłem na to pytanie odpowiedź, która brzmiała: zamiast rysować flagi, po prostu wydrukuj sobie te karteczki - też będzie kolorowo:) W ten prosty sposób znalazłem co najmniej minutę na słówku, co przy minimum 100 słówkach dziennie zaoszczędziło mi niemal 2 godziny każdego dnia!

A później okazało się, że to pytanie warto zadawać dużo częściej, niż się wcześniej mogło wydawać.

Oto pierwsza piątka moich pytań. Mam nadzieję, że Tobie też pomogą. Ciąg dalszy nastąpi, bo jest tego dużo więcej. Oczekuj.